Kabaret, niestety, polski

Na podstawie  wielu doniesień nt. bieżącej sytuacji w Polsce możnaby wyciągnąć wniosek, że zaistniało u nas zagrożenie demokracji, że szykują nam się rządy autorytarne, np. w stylu obecnego rządu na Węgrzech (premier Orban, partia Fidesz). A w związku z zamieszaniem wokół Trybunału Konstytucyjnego  możnaby też wyciągnąc wniosek, że trzy podstawowe składniki demokracji parlamentarnej ( i wzajemnie od siebie niezależne) – władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza – są zagrożone przez obecny rząd. Otóż uroczyście ogłaszam (i z pełną odpowiedzialnością za moje słowa), że trójpodział władzy u nas istnieje i nawet ma się całkie dobrze. Dobitnie ilustruje to poniższe zdjęcie:

 

Monteskiusz, sztandarowa postać epoki Oświecenia, autor traktatu “O duchu praw”, w którym  opracował tę powszechnie w demokracjach parlamentarnych (rzeczywistych, a nie pozornych)

przyjętą zasadę (wg. której nawet król nie może wpływać na decyzję niezależnego sądu) zapewnie gdzieś z zaświatów z wielką satysfakcją na kraj nasz spogląda. Gaude Mater Polonia ...

 

 

Zdarzają się u nas jednak pewne sytuacje konfliktowe (rzecz całkowicie normalna dla tego typu ustroju), ale z reguły rozwiązywane są one – nawet te najbardziej zapalne – w sposób pokojowy, wręcz kulturalny. Jakże trafnie  przedstawił to nasz wnikliwy obserwator życia politycznego i społecznego, Andrzej Mleczko:

Czuwa już nad tym nasz Satrapa, który często w duchu absolutyzmu oświeconego poucza swoich podopiecznych, że oponentów politycznych należy traktować z respektem, a może również i z szacunkiem:

 

Ciąży na nas ciągle jeszcze piętno katastrofy smoleńskiej. W czasie kolejnej (10 stycznia) miesięcznicy tego wydarzenia Satrapa oznajmił Urbi et Orbi, że już jesteśmy blisko wyjaśnienia jej przyczyny. Ciekawe więc jest, któraż to z trzech wersji Antoniego M. okaże się prawdziwą (bo wszystkie one nie mogą być równocześnie prawdziwe). W czasie tej miesięcznicy doszło jednak do niepodziewanego incydentu – wielu członków rodzin ofiar katastrofy przeszkadzało Satrapie w wygłaszaniu przemówienia, jako że nie zgadzają się oni na ekshumację zwłok ich krewnych. W rezultacie zrobił się tam swoisty “cmentarny kabaret”. Biedne są teraz dusze ofiar katastrofy – do niedawna miały alternatywę dwóch możliwości, obecnie doszła tu trzecia. I znów trafnie zauważył to A.M.:

 

Wdzięczny jest to temat do rozważań dla naszych teologów.

 

Ciekawe jednak, że TV Trwam nie wykazała się poczuciem humoru - zignorowała całkowicie tę uroczystość. Ładnie to tak postąpić ze “Smoleńskiem”? 

 

Innego rodzaju kabaret ma ciągle miejsce w naszym Sejmie. Zaczął się, kiedy marszałek Sejmu odebrał głos posłowi opozycji. W odpowiedzi na ten krok opozycja urządziła blokadę mównicy sejmowej. – “Mamy prawo do wiedzy nt. obrad Sejmu, to jest atak na nasze prawa, atak na wolne media” – takie argumenty latały w powietrzu. W rezultacie obrady zostały przeniesione do Sali Kolumnowej, gdzie uchwalono budżet rządowy. Opozycja twierdzi, że jego uchwalenia nie można uznać za legalne, bo nie było tam wymaganego quorum głosujących, o czym można się przekonać policzywszy na zdjęciu liczbę obecnych w czasie obrad. Nie zgadza się z tym strona rządowa i na dowód przedstawia listę z podpisami głosujących posłów. Komu więc wierzyć? Czyż mielibyśmy tu do czynienia z nowym przypadkiem “Martwych dusz” Gogola? A może różnica ta wynikła po prostu z tego, że zdjęcie zrobiono akurat w tym czasie, kiedy u pewnej liczby posłów kiszki im marsza zagrały i w pośpiechu musieli się udać do dyskretnych pomieszczeń budynku sejmowego?

 

Zakończona już została, przynajmniej przez PO, blokada  mównicy sejmowej. No bo jak długo miałaby trwać, skoro np. Ryszard P., szef Nowoczesnej, olał blokadę i na Sylwestra poleciał z wybranką losu do Portugalii. I ciągle nie może się dogadać z Grzegorzem S., szefem PO, co robić dalej. A Mateusz K., szef Komitetu Obrony Demokracji i wielki znawca współczesnej historii Polski (w czasie obchodów 35 rocznicy stanu wojennego porównał obecną sytuację w Polsce do czasów stanu wojennego (sic!)) znalazł się w kłopotliwej sytuacji, wykryto bowiem przekręty w jego fakturach. On twierdzi, że to była zwyczajna pomyłka w księgowości, strona rządowa twierdzi jednak, że było tam coś więcej. Quo vadis opozycjo?

 

Wieść gminna w Krakowie głosi, że posłowie PiS-u (którzy tam są w opozycji; wprawdzie Małopolska en masse na PiS głosowała, Kraków pozostał wyjątkiem) zapowiadają rewanż za blokadę Sejmu Najjaśniejszej Rzeczpospolitej – “jak wy zrobiliście w Sejmie atak na demokrację, chcieliście dokonać puczu i obalić legalnie wybrany rząd (bo ciągle nie możecie strawić faktu, że przegraliście wybory), to my wam zrobimy podobnie w Magistracie Królewskiego Miasta Cracovia, Urbs Celebrissima, kiedy dojdzie do głosowania nad budżetem!”  Skończył się jeden kabaret, Deo gratias! – ciekawe, kiedy zacznie się następny.

 

Swoisty kabaret mamy też w naszych siłach zbrojnych – do dymisji podało się kilku generałów, kilku innych zostało zwojnionych przez Antoniego M., ministra obrony narodowej. Frustracja czy lustracja? Sytuację może jednak uratować Bartłomiej M., nowy doradca A.M. ...

 

Z takim duetem możemy być spokojni o stan obronności kraju. B.M. musi mieć dobrą krzepę, skoro może udźwignąć ciężar tylu orderów. Czy jest tam jeszcze miejsce na kolejne ordery, na które zapewne liczy? A może jest to specjalna kamizelka kulo-odporna? Tylko czy spełnia ona standardy NATO?

 

Ciekawe, co ten nowy doradca wymyśli ... Może przypomni prezydentowi jego obietnicę, że pojedzie czołgiem do Moskwy, by odebrać wrak prezydenckiego tupolewa? Czołg taki powinien  mieć paliwo atomowe (bo na drodze różne przeszkody mogą opóźnić podróż) i być zaopatrzony w miotacz energii, celem obrócenia w pył pocisków przeciwnika. Może też przypomni prezydentowi, że kiedyś nalegał on na wysłanie polskiego wojska do obrony Ukrainy? Czyli może grozić nam wojna z Rosją! Czy możemy teraz liczyć na powtórkę Bitwy Warszawskiej 1920 roku? Albo bitwy pod Kłuszynem 1610 roku? Tylko kto teraz odegra rolę hetmana Żółkiewskiego? W te opróżnione przez generałów miejsca - z pustego nawet i Salomon nie naleje ...

 

Oj, oj ... Mamy kłopoty ze współczesną historią Polski - odwołuję się ponownie do Andrzeja Mleczki:

 

No, może jest tu trochę celowej przesady, ale zapewne jest tak, jak to ujął Joe Youhas z Czikagowa: “Eee, gdyby niektóre rozdziały naszej historii ostatnich lat głodny pies zjod, to by sie zerzygoł”.

 

Niełatwy był więc dla Polski rok 2016 –  tu znów A.M.:

 

Ale ... “Niech żywi nie tracą nadziei!” (he, he, kto tak powiedział?). Nie bójmy się więc roku 2017. I na koniec jeszcze raz A.M.:

No to na przekór wszystkiemu życzmy sobie nawzajem

 

DO SIEGO ROKU 2017