Refleksje Pasyjne i Wielkanocne ... z malarstwem, muzyką i pieśnią w tle.

Szanowni Państwo,

 

   Zapewne każdy z nas w okresie ważnych świąt kościelnych kojarzy sobie z nimi jakieś dzieła dawnych malarzy, mistrzów pędzla. Bardzo często wybór tu pada na malarzy Renesansu, lub baroku,w zależności od upodobań.

Sugeruję podzielić czytanie refleksji na dwa etapy – część 1, pasyjną, przeznaczoną do czytania  czasie Wielkiego Postu a część 2 w okresie wielkanocnym. Przy lekturze sugeruję wysłuchanie  arcydzieł muzyki sakralnej. Warto też podłączyć dodatkowe głośniki do komputera.

 

Część 1

 

Przy lekturze poniższego tekstu sugeruję Państwu wysłuchanie “Pasji wg św. Mateusza”, J.S. Bacha, geniusza muzycznego wszech czasów. Jest to kompozycja  w podniosłym , spokojnym nastroju, pełna kontemplacji. Jest dramatyczną, ale jednocześnie prostą, w pełni ukazującą poetycki zmysł Bacha.

 

Jesień 1969 r. Pracowałem wtedy przy winobraniu w Alzacji a w wolne od pracy niedziele wędrowałem po lesistych Wogezach, lub autostopem zwiedzałem zabytkowe miasta i miasteczka. I tak znalazłem się w uroczym średniowiecznym mieście Colmar.

Udaję się do Muzeum Unterlinden, aby tam obejrzeć ołtarz Ukrzyżowania autorstwa niemieckiego malarza Matthiasa Grünewalda (1480 – 1528). Malarz trochę zagadkowy, o burzliwej przeszłości; w 1525 r. brał udział w wojnie chłopskiej w Niemczech, po przegranej chłopów uciekł do północnych Niemiec. Tworzył w epoce Renesansu, którego malarstwo raczej kojarzymy z sacrum sztuki, jaką jest np. Madonna Sykstyńska Rafaela Santi, albo św. Rodzina Leonardo da Vinci ale styl malarstwa Grünewalda jest w dużej mierze odmienny.  W pomieszczeniu ołtarza panował półmrok (kiedy tam się znalazłem) a kontrastowo oświetlony wielki ołtarz zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Albo raczej przerażające wrażenie. Natychmiast skojarzyła mi się  pieśń pasyjna:

Wiatr w przelocie skonał chyżym, ogarnęła Ziemię zgroza

                        Krzyż na skale a pod krzyżem – Stabat Mater Dolorosa

Jakiż tu mamy przejmujący obraz cierpienia Chrystusa; na ciemnym tle Ziemię ogarniającym, z dzikimi górami na horyzoncie, widzimy postać martwego już Chrystusa - Jego zdewastowane ciało, opadła głowa, szeroko rozstawione w przedśmiertnym skurczu palce. A pod krzyżem z jednej strony Matka Boleściwa, podtrzymywana przez św. Jana i zrozpaczona św. Maria Magdalena a z drugiej sw. Jan Chrzciciel, ostatni prorok Starego Testamentu, w dziwnej, niezgrabnej pozie, z otwartą Księgą Pisma i   wskazujący na ciało Chrystusa. Ich postacie są ostro zarysowane, jakby kanciaste. Cały obraz utrzymany w jasnych, celowo niesharmonizowanych barwach, charakterystyczna jest tu ta zieleń, która nie jest tu jest kolorem wiosny lecz śmierci.

Czy ołtarz ten został wykonany pod wpływem wrażeń z wojny chłopskiej w Niemczech? Był on początkowo umieszczony w szpitalu, więc może w ten sposób artysta chciał pokazać chorym ludziom, że Chrystus też strasznie cierpiał za nas wszystkich i teraz łączy się z nimi w ich cierpieniach? Albo  Grünewald miał prorocze przeczucia – skończył się już okres wiary (albo złudzeń?), że humanitarne ideały Renesansu określą dalszy rozwój Europy, może przewidział, że wkrótce dojdzie do okrutnych wojen religinych we Francji i w Niemczech?

Drobny szczegół z ołtarza – Baranek Wielkanocny u stóp św. Jana Chrzciciela pokazuje jednak, że już wkrótce nadejdzie nadzieja i radość.

Zaiste zagadkową postacią był Matthias Grünewald ...

Udajmy się teraz do Florencji ... Miasto pełne wspaniałych zabytków architektury, malarstwa i rzeźby. To właśnie tutaj miał miejsce początek epoki Renesansu, tu wskrzeszono klasyczne formy antyku a człowieka umieszczono w środku wszechświata. Toskania była centrum nowoczesnej sztuki. To w tym mieście pracowało wielu najwybitniejszych artystów, ale nie tu jest miejsce na ten obszerny temat. Wymienię tylko jedną postać – Bartolomeo Berecci, twórca najpiękniejszego dzieła sakralnego w stylu renesansu na północ od Alp – Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu.

 Museum di San Marco... Mamy w nim obraz “Zdjęcie z krzyża” malarza-zakonnika Fra Angelico (1387- 1455).

W jego malarstwie o prawie wyłącznie religijnej tematyce odczuwa się swoisty, może naiwny,  czuły czar. Nie inaczej jest i w tym obrazie, o bolesnej przecież tematyce. Obraz podzielony jest na trzy części. Pod centralnym łukiem pięciu ludzi zdejmuje martwe ciało Chrystusa. Jest wśród nich św. Jan, delikatnie podtrzymujący ciało. Pod bocznym lewym łukiem jest  Matka Boska w aureoli świętości i św. Maria Magdalena, całująca stopy Chrystusa. W tle widoczna jest Jerozolima.  Pod prawym łukiem jeden mężczyzna trzyma koronę cierniową i trzy gwoździe – symbole ukrzyżowania. Cała scena jest pod malowniczym niebem z cumulusami, a wszystkie postacie, w lirycznym nastroju przedstawione, umieszczone są na zielonej, kwiecistej łące. I tutaj ta zieleń – w odróżnieniu od zieleni z ołtarza Grünewalda – zwiastuje rychłe odrodzenie życia. A ten modlący się człowiek ... Czyżby wyszeptał “Wykonało się”?

Fra Angelico był prostym zakonnikiem, dobrym i skromnym człowiekiem, w ubóstwie żyjącym. Przez współczesnych uważanym był za świętego. W latach 90. został kanonizowany przez św. Jana Pawła II.

Część 2

Muzyka i pieśni sakralne na Wielkanoc ... Niemało utworów powstało na ten temat.  Mój wybór pada jednak – i to jest rzecz osobistego upodobania – na XVIII-wiecznego kompozytora angielskiego (niemieckiego pochodzenia) Haendela. Jego oratorium Mesjasz jest jednym z najwspanialszych arcydzieł muzyki sakralnej.  Szczególnie  porywającą jest jego kulminacyjna część – Zmartwychwstanie. Sugeruję Państwu jej wysłuchiwanie np. w czasie tradycyjnego polskiego śniadania wielkanocnego. Mamy tu kombinację kilku elementów: bogactwo i różnorodność muzyki, jej idealne zgranie ze śpiewem, przywołanie tak powszechnych ludzkich emocji jak patos, zachwyt, pogodny nastrój, ale też i spontaniczna radość. Przyczyniło się to do wytworzenia osobliwej aury wokół tego arcydzieła. Po skomponowaniu tej właśnie części oratorium, uniesiony ogromną radością Haendel miał zawołać: “Ujrzałem niebiosa i Boga we własnej osobie!” (tak wynikałoby to z relacji jego służącego, który przypadkowo był świadkiem  uniesienia Handela). W czasie premierowego wykonania Mesjasza w 1742 roku w Londynie, olśniony i do głębi wzruszony król Jerzy II nie wytrzymał emocjonalnie, powstał z krzesła i wzniósł ręce do góry podczas wysłuchiwania Zmartwychwstania. I od tego czasu gest ten jest powszechnie powtarzany przez słuchaczy na salach koncertowych.

Wspomnę jeszcze, że w swoim czasie św. Jan Paweł II powiedział, że my (chrześcijanie) jesteśmy ludem Zmartwychwstania, ludem radości i Alleluja jest naszym śpiewem. Czy może powiedział to po wysłuchaniu tego oratorium?

(Zainteresowanym podaję  informację, że każdego roku w okresie Adwentu można wysłuchać  Mesjasza w wykonaniu  Calgaryjskiej Orkiestry Symfonicznej i jej chóru)

Jak to dobrze, że w 18-wiecznej Anglii opery przestały się cieszyć zainteresowaniem. Haendel próbował szczęścia w tym gatunku twórczości ale bez powodzenia. Zniechęcony postanowił spróbować czegoś innego. I tak doszło do skomponowania oratorium Mesjasz.

W tematyce Zmartwychwstania Pańskiego malarze w znacznej większości przedstawiają  tryumfującego Chrystusa, w malarstwie średniowiecznym często  drobnej, delikatnej postaci, parę wieków później u Rubensa będzie to atletycznie zbudowany mężczyzna, jakby olimpijski zapaśnik. I często na obrazach z różnych epok i z różnych krajów przed Zmartwychwstałym w popłochu uciekają pilnujący grobu żołnierze.

 Moje myśli przywołują fresk w pałacu w toskańskim miasteczku Sanesepolcro, autorstwa  Piero della Francesca, włoskiego malarza z XV wieku, mistrza perspektywy i klarownych, wręcz geometrycznych figur.

                       

Ileż symboliki kryje się w tym fresku... Kompozycja obrazu jest zamknięta w równoramiennym trójkącie,  ulubionej kompozycji malarzy Renesansu. Postawę trójkąta stanowią figury czterech śpiących rzymskich żołnierzy.  W centrum obrazu znajduje się wychodzący z kamiennego grobu, albo raczej sarkofagu, Chrystus, odziany  w rzymską togę.  Jego ciało o doskonale oddanej anatomii i podobne do greckich posągów, jest osią fresku . Pociągła twarz z szeroko otwartymi oczami jest wzorowana na malarstwie bizantyjskim. Postać Zbawiciela jest hieratyczna i pełna mocy. Jeszcze niecałkowicie wyszedł z grobu. A może jest jednocześnie w grobie i już poza nim? Zbawiciel trzyma w ręku chorągiew z krzyżem. Z lewej strony Chrystusa znajduje się bezlistne drzewo, z prawej drzewo pokryte liśćmi na znak odradzającej się przyrody – aluzja do tryumfu życia nad śmiercią i odkupienia rodzaju ludzkiego przez Mękę Pańską i Zmartwychwstanie.

 Przyjrzyjmy się uważniej  czterem żołnierzom śpiącym w raczej niewygodnych pozach. A może nie jest to zwyczajny sen? To jest jakby głęboki letarg. Ten drugi żołnierz od lewej to autoportret artysty. Jego głowa, oparta na drzewcu  sztandaru Chrystusa, oddaje jego  zaufanie do wiary. I jeszcze kawałek marmuru (w dolnym prawym rogu) –  według Psalmów będzie to fundament nowej świątyni, Nowego Przymierza Boga z ludzkością.

 Szanownym Czytelnikom składam serdeczne życzenia

Błogosławionych, zdrowych i wesołych

ŚWIĄT WIELKANOCNYCH

P.S. Poniedziałkowy śmigus-dyngus nie jest obowiązującym, jest kwestią osobistego wyboru i gustu. A jak wiadomo – De gustibus non disputandum est.