Porównanie dwóch incydentów

Jednego z USA, niedawnego i drugiego z Polski sprzed kilkunastu lat.

10 maja br. prezydent Trump spotkał się w Białym Domu z ministrem spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej, Siergiejem Ławrowem. Amerykańkich dziennikarzy nie dopuszczono na to spotkanie, dopuszczono natomiast dziennikarzy z agencji TASS (sic!), która przekazała do publicznej wiadomości poniższe zdjęcie:

 Trump przekazał wtedy Ławrowowi poufne informacje, m.in. tajne dane wywiadowcze nt. islamskiego

terroryzmu i bezpieczeństwa powietrznego. Twierdził, że miał prawo tak postąpić, że zrobił to dlatego, aby Rosja bardziej zdecydowanie włączyła się do walki z państwem islamskim (IS).

 

Wybuchła z tego powodu wielka draka i zamieszanie, bo różni członkowie ekipy Trumpa zaprzeczali, żeby on tak postąpił. Nastało więc jak w powojennym, bardzo śmiesznym czeskim filmie – nikt nic nie wie.

Coś jednak wie na ten temat Putin i zdecydowanie wystąpił w obronie Trumpa; powiedział, że w USA wybuchła polityczna paranoja i że może ujawnić treść przekazanych Ławrowowi dokumentów. O cóż więc wam chodzi, Ladies and Gentlemen?

Pozostaje pytaniem, czy obrona Trumpa z tej strony przypadkiem jeszcze więcej go nie pogrąży? Jego popularność osiągnęła – jak na wczesny okres prezydentury – rekordowo niski poziom, 42%. Przyczyniły się do tego różne skandale (m.in. zdymisjonowanie Jamesa Comey’a, szefa FBI (który chciał kontynuować śledztwo  inw sprawie interwencji Rosji w ostatnie wybory prezydenckie) i kompromitujące Trumpa przecieki z Białego Domu.

 Tak więc trwa napięcie na linii Trump – służby wywiadowcze.

Rozważana jest obecnie opcja poddania Trumpa procesowi impeachment (nie ma zgrabnego polskiego tłumaczenia tego słowa), do tego jednak chyba nie dojdzie, bo chociaż wielu republikanów w Kongresie  krytycznie ocenia wiele dotychczasowych posunięć prezydenta, kiedy przyjdzie do podjęcia decyzji, raczej okażą mu lojalność.

A no pożyjemy, zobaczymy – powiedział niewidomy.

I teraz przypomniało mi się pewne wydarzenie z Polski, sprzed lat 11-u.

 Za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, Antoni Macierewicz,  będąc wiceministrem obrony narodowej, przeprowadził likwidację Wojskowych Służb Informacyjnych w taki sposób, że pozbawił polskie siły zbrojne ochrony kontrwywiadowczej. Mało tego – ujawnił nazwiska agentów WSI w Europie, będących w strukturach NATO, czym naraził ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo ze strony obcych wywiadów. I to było kryminalnym posunięciem przeciw NATO i bezpieczeństwu Polski. Nie poniósł jednak za to żadnych konsekwencji.

                        

I nawet wiedzie mu się całkiem dobrze na stanowisku ministerialnym. Do tego stopnia dobrze, że prezydent Duda mało się z nim się bezpośrednio spotyka, porozumiewa się z nim głównie listownie. A nad nimi bacznie czuwa oko i ... Ucho Prezesa