Dzieciństwo rysuje duszę na zawsze

Minął wrzesień i różne rocznice wojenne, więc dziś smutno, o podróży do …wspomnień. Ostrzegam, że długa. Teraz, opowieść ta do tęsknych należy, ostygły wrażenia, ale wtedy była to historia dramatyczna, aczkolwiek zachowaliśmy życie, a więc prawie szczęśliwie się kończąca, jak dla wielu, lecz nie wszystkich moich rówieśników. Należy do wspomnień. Wskrzesza wizje dziecka tamtych lat drugiej wojny światowej. Wizje, które kształtowały jego duszę w przyszłym życiu. Wojna, zło, bezprawie, groza, śmierć, cierpienie, oszalała ludzkość, poczucie nieistnienia Boga, podobno miłosiernego, bezgranicznie nas kochającego …. W takim odczuciu rozwijało się myślenie, odruchy, zachowywanie się, w późniejszym życiu. Masz Drogi Czytelniku przed sobą nie tyle kawałek mojego pamiętnika, jak moją gawędę o mnie. To moje pisanie nie ma pretensji do bycia dokumentem i utrzymuje formę rozrzewniających mnie wspomnień do podzielenia się, a za to, że podanymi niezbyt chronologicznie,  należy się przeproszenie. 

Czytaj cały artykuł klikajac tutaj

Tango

Będzie o Buenos Aires, (“Pomyślne Wiatry”). Mniej więcej dwa razy większe od Warszawy, mówią że ma coś w sobie z Paryża, jest stolicą Argenty z 43 milionami mieszkańców, a obszarem większej od Polski prawie 9 razy. Klimat określony jest szerokością geograficzną odpowiadającej miejscu nieco na południe od Krety w Europie. Więc dość gorące lata. W skromnej dzielnicy tego miasta La Boca spontaniczne spotkania młodzieży na małym placyku doprowadziły do wykrystylizowania się nowej koncepcji tańca; tango. Znamienne jest rytmem raz-dwa, który w odróżnieniu od rytmu raz-dwa-trzy, na przyklad charakterystycznego dla walca, bardziej odpowiadało temperamentowi tej młodzieży, ukształtowanego między innymi przyrodą tego rozległego kraju, drugiego w Ameryce południowej i ósmego na świecie.

Przeczytaj caly artykul klikajac tutaj.

Moje Świątynie

Kiedyś stanąłem u progu Biblioteki Aleksandryjskiej. Przez chwilę wizja wyobraźni przysłoniła mi dzisiejszy kształt tej Biblioteki jej pierwszym widokiem wynurzającym się z mgły starożytnej historii późniejszym rekonstruktorom, a także widmem w moich sennych marzeniach w dłużących się podróżach samolotem. Zaduma i wzruszenie mnie ogarnęło. Wszak w bibliotekach, w tych świątyniach wiedzy i nauki, spędziłem dużą część życia i potem przyszedł Internet. Biblioteka, przed która teraz stałem, była pierwszą na świecie, zaczynała wielki rozdział ludzkiej cywilizacji, potem stała się jedną z największych, choć mówią, że największą wciąż swą sławą. Przejmujące są też jej tragiczne dzieje, i niechlubne. Takiej przygody skojarzeń doznałem gdy trasa wiodła mnie kiedyś przez Kair i Aleksandrię.


Czytaj cały artykuł klikając tutaj

Korrida! Brrr! – Groza Zgubionego Człowieczeństwa?

Widziałem korridę na wakacjach w Cancun. Przejmujące wrażenie. Prowokuje filozoficzne rozważania o naturze człowieka, jak niektórzy mówia, danej przez Boga miłosiernego i o bezgranicznej miłości. Co to za miłosierdzie dawać ludziom niby wolną wolę wiedząc, bo jest się wszystkowiedzącym, że użyją jej okrutnie? W ogóle ten Bóg dawał różne przykazania życia na codzień a nie powiedział na przyklad o rewelacyjnym grafenie i żadnych innych epokowych wynalazkach rewolucyjnie życie człowieka odmieniające. Dlaczego nie chciał powiedzieć? Bo chyba nie wiedział. A jeżeli jest wszędzie obecnym, to w którym rzędzie siedział ze mna na trybunach gdy byliśmy świadkami tej okrutnej korridy?

 

Czytaj caly artykul klikajac tutaj

 

Śladami Agaty Christie


 By Fig wright - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17831092


Pisała powieści kryminalne o niezwykłej poczytelności, tak jak te o Sherlock Holmsie. A jedna była w 1937 roku o kryminanej zagadce (1) rozgrywającej się na statku turystycznym, płynącym po Nilu wśród pomników starożytnej egipskiej przeszłości rozłożonych wzdłuż brzegu, bo nie ma co się dziwić, te życiodajne wody Nilu od zarania skupiały życie na bezmiernych terenach pustyni. Te statki troche się unowocześniły, ale wciąż kursują do dnia dzisiejszego. Znane przez wielu turystów. Ja też raz jednym takim płynąłem. I o tym chciałbym tu napisać. Że co? Że już prawie wszyscy tę trasę znają? Wiem, wiem … no to poznajcie… ode mnie.

 

Czytaj calosc klikajac tutaj

 

Powitanie w Muzeum, Auckland

Nowa Zelandia jest koło Australii i dawniej nie spodziewałem się, że ma tak od niej odrębną specyfikę. To nie tylko ta powyżej dziwaczna para, pan i pani z bardzo dawnych czasów, obecnie w Muzeum, witająca przychodzących. Te zagadkowe proporcje wyrażające jakąś impresję i śmiałość, albo dziwny dokument nagiego ciała, są zarazem ilustracją nowozelandzkiej inności. Wynika to zresztą z historii tej ludności.

I tak. Dziś; język urzędowy przede wszystkim angielski, ale też migowy, poza tym nowozelandzki i maoryski, bo około 1280 roku maorysi zaczęli się osiedlać na tych dwóch bezludnych wyspach. Pochodzili oni z wysp polinezyjskich m.in. z Tahiti i praktykowali kanibalizm. Wyspy te “odkryli” holendrzy (Abel Tasman – 1642 rok) i nazwali je od prowincji holenderskiej Zeeland. Ale nie udało im się nawet dobrze wysiąść na tej wyspie, bo maorysi czterech zamordowali i zjedli. Tak więc kto kogo odkrył, to rzecz umowna (“teoria względności”); można by powiedzieć, że maorysi odkryli istnienie białego człowieka jako smaczne pożywienie. Tak więc długo omijano tę krainę by nie być zjedzonym.

 

Czytaj cały artykuł klikając tutaj

Katalonia chce być Republiką

Może dlatego, że chodzi tu o Barcelonę, w której jest przedziwny kościół? Chyba nie? … żartuję tylko.  Ale ten Kościół Świętej Rodziny jest rzeczywiście zaskakujący! Trudno znaleźć przymiotnik określający tę wizytówkę miasta, próbuja: dziwaczny, żartobliwy, zagadkowy, figlarny, tajemniczy, niefrasobliwy, a jednak monumentalny, aczkolwiek czasami zwiedzającym nasuwa się słowo “kicz”, i choc boją się to wypowiedzieć, martwi to, że coś z tego tam w tej twórczości jest. Jednak trzeba pojechać i zobaczyć. Słynny Antoni Gaudi zaczął tę budowę jeszcze w XIX wieku i wciąż jest … nieskończona, a on już nie żyje. A ja wspominam jak przez mgłę; biegnie msza tylko w jednej części świątyni, na klepisku; nie było jeszcze podłogi, groza i piękno sklepienia i nie pamiętam dobrze … ale jakaś wielka atrakcja była w podziemiu. Schodziło się krętymi schodami z uduchowieniem, a tam kolejka kobiet i osobno mężczyzn, przypomniałem sobie … toalety. Czy w naszych kościołach są takie? No więc teraz trzeba wspomnieć co to jest Katalonia, Barcelona , Gaudi … no i w końcu Hiszpania?

Czytaj caly artykul klikajac tutaj

Rzeźby morza w Australii

Byłem tam ichnią zimą. Plaże puste. Właściwie w lecie też, bo Australia to prawie tak jak jedna duża plaża dookoła swojego kontynentu, z bezludnym środkiem, a ludzi wogóle stosunkowo mało.  Ale część południowego wybrzeża Australii morze swoimi falami wyrzeźbiło na kształt znany pod nazwa Dwunastu Apostołów (Twelve Apostles). Kiedyś morze rozczłonkowało ląd na dziesięć osobnych blisko siebie, kawałków. Wzdłuż linii brzegowej, kilkadziesiąt metrów wystają więc nad powierzchnią wody, malownicze skalne ostańce, będące jedną z najsłynniejszych atrakcji na świecie. Objęte są Parkiem Narodowym Port Cambell, w stanie Wiktoria. Morzu pomagał wiatr i słońce. Przez długie lata. Wogóle plaże Wiktorii należą do najpiękniejszych w swoim rodzaju i gdyby nie ci apostołowie to podobne by byly do naszych … bałtyckich. Morze połknie powoli wszystkie te ostańce.

Czytaj cały artykuł klikajac tutaj

Gniew natury w Katmandu

Ze wzruszeniem przeglądam moje dawne notatki i zdjęcia z tego miasta; dużo z jego objektów runęło potem w gruzy w czasie trzęsienia ziemi w 2015 roku, (kwiecień 25). Siła była 7,8 w skali Richtera. Zginęło prawie 9 tysięcy osób, a ponad 23 tysiące zostało rannych. Pół miliona ludzi straciło mieszkanie.   Średniowieczne świątynie starego miasta na placu Durbar, składającym się z kilku innych mniejszych placów, zostały prawie zrównane z ziemią. Wyobraźmy sobie też straty psychiczne. Cały Nepal był tknięty nieszczęściem i nawet lawina śniegu zeszła z Mont Everestu zabijając 19 osób w bazie himalaistów. W mieście występowało szabrowanie i plądrowanie zburzonych domów. W chaosie rozwinął się handel zagubionymi dziećmi. Tamtejszy Bóg też jest niemiłosierny? Wszyscy oni tacy sami. Albo ich w ogóle nie ma.

 

Czytaj cały artykuł klikając tutaj

No cóż, Kostaryka

(Wyd. II, nieco rozszerzone dramatycznymi zdjecami)

 

Hello, to my! Będzie teraz Costa Rica. A nie ma tu nic do śmiechu – sytuacja jest groźna. To jest histeryczny śmiech strachu! Co nam do głowy strzeliło? Rzeczka, chociaż tropikalna, wyglądała potulnie, snuła się wolno, majestatycznie, powiedziałbym romantycznie, przez tunel dziewiczej dżungli, kwiatki, ptactwo, motyle, węże na drzewach i chyba też tam gdzieś jakieś małpy, prawdziwe, bez żadnej aluzji (politycznej). Szło dobrze i nagle rzeka się zbuntowała, czort, silny prąd, kaskady – nie było wyjścia. Na szczęście mieliśmy wiosła. Ironia - czy były one naprawdę pocieszeniem? – Będzie też o piłce nożnej!

 

Kliknij tutaj aby przeczytac cały artykuł